Latanie „Wielkim Żelazkiem” — żadne doświadczenie nie jest potrzebne



ZWALNIAJĄC prędkość eleganckiego odrzutowca do 134 węzłów przed lądowaniem, poluzowałem jarzmo do przodu i czekałem. Nagle, wyłaniając się z gęstych, groźnych chmur na wysokości 60 metrów, zuchwałe, ale mile widziane światła na pasie startowym nr 1 na lotnisku Ronalda Reagana w Waszyngtonie wskazały dom. Po tym nastąpił słodki świergot opadających opon i kolejny lot – i kolejna zwyczajna noc – został zarejestrowany.



Być może zwyczajny dla zawodowych pilotów, ale dla mnie, prywatnego pilota wciąż uczącego się na samolotach jednosilnikowych i weterana komputerowych programów symulacji lotu, był to lot, który na zawsze zmienił moje wyobrażenie o lataniu. Grałem w najlepszą grę wideo, symulator Boeinga 757 w centrum lotów United Airlines w Denver.

United rozpoczął oferowanie czasu ćwiczeń w centrum jesienią 1996 roku, po części po to, by pokryć koszty floty 30 bardzo drogich symulatorów, z których korzystają załogi lotnicze z całego świata.



Firma nie zamierzała oferować szkolenia dla początkujących profesjonalistów. Nie musisz posiadać licencji pilota ani nawet prawa jazdy, aby korzystać z symulatora, po prostu być „dorosłym pełnosprawnym i mieć co najmniej 18 lat”, zgodnie z broszurą United. Musisz także zapłacić wysoką cenę, od 950 USD za godzinę na symulatorze Airbus A320 do 1550 USD za Boeing 777. (Są droższe pakiety dostępne do dwóch godzin w symulatorze).

Doświadczenie to jest prawdopodobnie najbliższe pilotom amatorskim, takim jak ja, do latania „wielkim żelaznym”, wielkimi, wielosilnikowymi odrzutowcami pasażerskimi. Te wyrafinowane symulatory powielają ponad 150 nieregularnych i awaryjnych procedur dotyczących takich rzeczy, jak uskok wiatru i śnieg, awarie silników i zawalenia się podwozia. Prawdopodobnie jedyną częścią lotu, której symulator nie jest w stanie odtworzyć, jest awaria. Kiedy zawieszasz symulator – a zdarza się to dość często – ekran po prostu robi się czerwony.



Susan M. Davis, właścicielka drukarni w Kalifornii, kupiła w prezencie czas w symulatorze 747 dla swojego 76-letniego ojca Richarda. Był pilotem myśliwca P-51 podczas II wojny światowej. Pani Davis nie lata nawet na domowym komputerze. „Leciał, wylądował”, powiedziała, kiedy ich loty się skończyły. ''Rozbiłem się.''

Od chwili, gdy postawiłem stopę na metalowym moście przekraczającym szeroki na 20 stóp przepaść między „lądem” a dużym, białym pudełkiem bez okien, zamontowanym na ogromnej platformie wibracyjnej, na której mieści się symulator, coś w mózgu mojego pilota powiedziało: „To jest prawdziwe”. Kiedy znalazłem się w kokpicie przy zamkniętych drzwiach, zdałem sobie oczywiście sprawę, że to był prawdziwy kokpit, łącznie z dwoma siedzeniami, które jeżdżą na szynach w kształcie litery L.

„Doświadczenie jest takie realne”, powiedział drugi oficer Dan Tiedemann, młodszy pilot United. „Widziałem, jak ludzie w wielu sytuacjach awaryjnych zachowują się tak, jakby zapomnieli, że to symulator, to takie prawdziwe”. I, ​​dodał z odrobiną makabrycznego humoru, „instruktor siedzi z tyłu, śmiejąc się”. '

Na swój lot zabrałem ze sobą mojego drugiego pilota, Andy'ego Smitha, przyjaciela, który jest również prywatnym pilotem. Zdecydowaliśmy się wystartować z pasa startowego nr 1, głównego pasa startowego północ-południe na lotnisku Reagana, aby popracować nad naszymi umiejętnościami startu i lądowania. Instruktorem naszego lotu był 31-letni John Ackerman, który wcześniej latał odrzutowcami Harrier w Marines. (Pamiętasz, jak Arnold Schwarzenegger latał w filmie „Prawdziwe kłamstwa”?) Pan Ackerman szkoli teraz pilotów w modelach Boeinga 757 i 767.

Najpierw byłem drugim pilotem, a John, stojąc za fotelem pilota, cierpliwie przeprowadził mnie przez ćwiczenia. Przekręciłem przełącznik na konsoli sufitowej i przesunąłem przełącznik do przodu na konsoli głównej, po czym słuchałem, jak turbina obraca się i ustawia zawór paliwa na „włączony”. wyprodukowane silniki.

Andy następnie zasiadł za sterami, kierując samolot wzdłuż niebieskich świateł drogi kołowania, gdy przygotowywaliśmy się do startu. Symulator został ustawiony na noc, bardziej wymagające środowisko, które znacznie zwiększyło nasze poczucie latania prawdziwym 757. „Taksówka do pozycji i trzymania” nadeszła nagrana instrukcja z wieży. John ustawił nas w szeregu, a następnie przejrzał procedury startu, korzystając z tego samego małego notatnika, którego załogi lotnicze używają do tworzenia list kontrolnych. Klapy zostały ustawione dźwignią po mojej stronie, a John powiedział Andy'emu, jakich prędkości powietrza szukać: „W naszej konfiguracji V1 ma 137 węzłów, a my obrócimy nos z prędkością 140 węzłów. Kiedy wspinamy się na 3000 stóp, nasz początkowy prześwit, klapy zostaną schowane przy 188 węzłach, a następnie wytrymujemy do rejsu”.

Kiedy nadeszła moja kolej na start, czekała na mnie miła niespodzianka. Zawsze zastanawiałem się, jak steruje się dużymi samolotami na ziemi. Latanie Cessna Skyhawk I wykorzystuje głównie kombinację mocy i steru kontrolowanego przez stopy pilota. Dobrze mnie to przygotowało.

„Trzymasz się na linii środkowej lepiej niż niektórzy moi uczniowie”, powiedział John, gdy samolot dudnił z prędkością 80 węzłów.

Po stromym wzniesieniu skręciliśmy samolotem na kurs na północny zachód, po naszej prawej stronie znajduje się Pomnik Waszyngtona, a przed nami P-56, zakazany obszar wokół Białego Domu. Trzymając się z dala od przestrzeni powietrznej lotniska Dulles na zachodzie, zaczęliśmy zataczać zakręt. Z punktu na południe od Mount Vernon, domu George'a Washingtona nad rzeką Potomac, John, działający jako wieża, poprowadził nas do przyrządu lądującego na pasie startowym 01, obserwując naszą prędkość i pozycję na ekranie elektronicznego dyrektora lotu.

Podczas gdy programy latające, takie jak Flight Simulator, nie mogą się równać z uczuciem siedzenia w kokpicie United, widok ziemi z symulatora pasuje. Zdolność programu do naśladowania wysokości i odchylenia rzeczywistego lotu jest niesamowita, tak realna, że ​​kiedy odważyliśmy się podejść do międzynarodowego lotniska w San Francisco na symulatorze United, wszystko było bardzo znajome. 'Hej', powiedziałem do Andy'ego, 'robiliśmy to już wcześniej'.

Ale na tym zakończyło się porównanie do gier wideo. Dla mnie już nie ma niewinnych, choć hałaśliwych, radości z arkadowych bijatyk. Dostarczają zbyt mało emocji. I Flight Simulator, stały przyjaciel tysięcy komputerów stacjonarnych Walter Mittys: jesteś dobry, ale trochę za oswojony. Symulator United zrujnował te proste przyjemności.

Wieczorny lot do domu z Denver po prostu nie wydawał się taki sam. Siedząc na swoim miejscu, gdy światła uliczne i budynki mijały poniżej, wiedziałem, że kierujemy się na pas startowy 36 w Dulles. Ale w moim umyśle namawiałem elegancki odrzutowiec do 134 węzłów i pchałem jarzmo.